Teraz gramy

Tytuł

Wykonawca

Teraz na antenie

Light Orbit

10:00 12:00

Teraz na antenie

Light Orbit

10:00 12:00

Background

The Freuders: płyta “Warrior” została wyjątkowo dobrze przyjęta.

w dniu 17 czerwca 2020

30 kwietnia 2020 ukazała się oczekiwana, premierowa płyta zespołu The Freuders – “Warrior”. Polecamy wywiad z zespołem.

The Freuders to surfing na pograniczu progrocka i psychodelii ostatnich czterech dekad w swoich najśmielszych i najbardziej melodyjnych odmianach. Minimalistyczny kolektyw muzyczny stawiający na solidność sekcji rytmicznej, zalany gitarowym sosem, doprawiony szczyptą charyzmatycznych wokali. Delikatny zapaszek cmentarza, albo emanacja czarnej dziury. Muzyczne połączenie Dennisa Rodmana i twórczości Salvadora Dali. Chłodno i bez przebaczenia.

Zespół debiutował w Radiu Orbit w roku 2016 z utworem 7 Sins, z EP-ki “7/7”.

Płyta “Warrior” zawiera 9 utworów, które na tle dotychczasowych wydawnictw wyróżniają się jasnym brzmieniem i melodyjnymi refrenami oraz pierwszym w historii zespołu utworem przygotowanym po polsku, z gościnnym udziałem Łukasza Żurkowskiego.

Jesteście zespołem niezależnym. Działacie bez wsparcia dużej wytwórni. Czy taka droga dotarcia do słuchacza jest trudna?

Tymon: Rynek muzyczny zmienia się dynamicznie i dla zespołów działających niezależnie stwarza tyle samo szans, co zagrożeń. Ostatecznie liczy się to, żeby dotrzeć ze swoją muzyką do osób, które nie pozostaną obojętne i poczują się wewnętrznie poruszone. Najlepiej do tej pory sprawdzały się w tej kwestii koncerty – niestety, z wiadomych przyczyn zamrożone do odwołania. Czekamy  z utęsknieniem na powrót możliwości grania na żywo.

Piotr: Do najłatwiejszych nie należy. Klasyczna życiowa sytuacja, gdy nie stoi za Tobą duży kapitał wszystko musisz robić sam. Od bookowania koncertów po lizanie i naklejanie znaczków na listy z zamówionymi płytami. Ma to jednak swoje dobre strony bo daje 100% niezależność pod każdym względem, pozwala na bycie takim jak chcesz być. O całości życia zespołu decyduje nasz 4 osobowy „zarząd” i dobrze nam z tym.

Olek: O ile tylko regularnie opłacasz abonament za internet to wszystkie narzędzia niezbędne do promocji i dystrybucji muzyki masz na wyciągnięcie ręki. Reszta pozostaje już tylko kwestią chęci, czasu i dyscypliny.

Czy przebicie się z muzyką rockową w dzisiejszych czasach bywa trudne? Z jaką reakcją spotykacie się w momencie, gdy chcieliście zaprezentować Wasz nowy materiał np. w radiu?

Tymon: “Warrior”, jako najświeższa płyta radzi sobie całkiem nieźle na falach mniejszych i większych stacji radiowych. Ten materiał wymyka się prostym rockowym szufladkom, ale pozostaje przy tym przystępny dla słuchacza bez podstępnych zarzutów o „sprzedanie się” i emanowanie komerchą.

Olek: Jeśli chodzi o rozgłośnie radiowe “Warrior” została wyjątkowo dobrze przyjęta. Pochodzące z niej utwory zaczynają być grane w miejscach, do których kiedyś nawet nie wysłalibyśmy płyty. Dostaliśmy zaproszenie do programu Marka Wiernika na antenie RDC – przyznasz, że to całkiem niezła lokalizacja jak na progresywnorockowy zespół z niezalu. Pojawiamy się też w nowych miastach oraz na kolejnych falach radiowych.

Piotr: Muzyka rockowa po latach spędzonych na marginesie wraca do łask. Puka do drzwi i jest wpuszczana do domów, gdzie siada jak równy z równym przy jednym stole z hip-hopem i szeroko pojętym popem. Granice pomiędzy subkulturami, które mocno towarzyszyły mojej młodości zacierają się całkowicie, a na playlistach młodych ludzi utwory Metallicy i Toola mieszają się z kawałkami Quebonafide, OSTR czy Ralpha Kamińskiego. Sprawia to, że nie rodzaj wykonywanej muzyki jest barierą dla stacji radiowych ale np. fakt, że nie tworzymy w naszym ojczystym języku. Niemniej słychać nas w różnych stacjach😊

Niedawno ukazała się Wasza nowa płyta „Warrior”. Jak z perspektywy nowych kompozycji patrzycie na Wasze wcześniejsze dokonania? Czym według Was różni się nowy album od debiutu „7/7” z 2015 roku?

Maciek: Myślę że nie zmienił się sposób w jaki powstają utwory, każdy z nas jest jednak dojrzalszą jednostką zarówno w sensie życiowym, jak i w sensie muzycznym. Nasza muzyka powstawała i nadal powstaje głównie na jam sessions opartych na pomyśle jednego z nas. Na pewno wymagamy od siebie więcej, ale też potrafimy spojrzeć bardziej krytycznym okiem na to, co powstaje z naszych muzycznych eksperymentów. Myślę, że znaleźliśmy też perkusistę, który idealnie wpasowuje się w nasza muzykę i dzięki temu tworzy nową jakość. Za nami też kilka trudnych momentów prywatnych, zawirowania koleżeńskie i emocjonalne plot twisty, które również wpływały na nasz twórczość. Ostatecznie myślę, że udało nam się opowiedzieć ciekawą historię, stworzyć płytę, której kawałki tworzą spójna i pełną dźwiękowo opowieść. Z perspektywy dnia dzisiejszego poprzednia płyta była poszukiwaniem, które doprowadziło nas do “Warriora”.

Tymon: Przede wszystkim różni się nieco większą dbałością o jakość produkcji (mieliśmy komfort nagrywania w jednym z lepszych pomieszczeń – Nebula Studio), ale też innym podejściem do kompozycji, które były już gotowe i ograne jeszcze przed wejściem do studia. Od samego początku zależało nam, aby zarejestrowany materiał był jak najlepszy jako punkt startowy jeszcze przed mixem/masteringiem. Od czasu poprzednich wydawnictw każdemu z nas zmienił się też nieco muzyczny smak czego pokłosie słychać w partiach poszczególnych instrumentów.

Dosyć długo kazaliście czekać na nową płytę. Po drodze pojawiały się EPki, dlaczego żadna z nich nie stała się pełnowymiarowym albumem?

Olek: Była tylko jedna EPka między płytami, “Omniform”. Ale rozumiem do czego zmierzasz, więc odpowiadając na pytanie – dłuższa forma wydawnicza wymaga więcej wszystkiego, od czasu po koncepcje, dopracowanie większej liczby utworów i oczywiście pieniędzy, a przecież fajnie jest wydać coś częściej niż raz na 5 lat. Niemniej obiecujemy poprawę i ostrzegamy – ten pociąg z dużym TF na froncie jest mocno rozpędzony.

Tymon: Osobiście lubię, gdy wydawnictwo stanowi spójną całość, a nie zlepek przypadkowych utworów. Historie opowiadane na poprzednich krótszych lub dłuższych płytach były przede wszystkim spójne i na tej spójności artystycznej bardzo nam zależy. Jakby na to nie spojrzeń debiutancka płyta (podwójny album) też do pewnego stopnia składał się z EPek.


Czytaj dalej