Pod pseudonimem Ghostpoet ukrywa się Obaro Ejimiwe, brytyjski raper i producent. Jego debiutancka EP-ka "The Sound of Strangers" od razu trafiła na listy przebojów a "The Guardian" umieścił Ghostpoeta w prestiżowej rubryce "New Band of the Day". Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pojawiły się propozycje koncertów i kontrakt z wytwórnią Brownswood, która w 2011 roku wydała jego pierwszą płytę "Peanut Butter Blues & Melancholy Jam". Ghostpoet pojawił się też na licznych festiwalach, między innymi na Sónar, Latitude, Secret Garden Party, Bestival i przede wszystkim Glastonbury.
Pojawiły się też ciekawe propozycje producenckie. Z jego usług skorzystali m.in. Dels, Kwes, Leo Abrahams, Micachu i Massive Attack. Na jego trzeciej autorskiej płycie ("Shedding Skin", 2015) pojawili się niezwykli goście, głównie z młodego pokolenia muzyków, m.in.  Nadine Shah, Etta Bond, Mélanie De Biasio, Lucy Rose i Paul Smith.
Trip hopowe tła i niepokojące instrumentalne pasaże to podstawowe wyznaczniki stylu Ghostpoeta. Doskonale słychać to w kompozycji "Immigrant Boogie", która jest pierwszym utworem tego artysty, który postanowiliśmy zaprezentować słuchaczom Radia Orbit. Piosenka ta pochodzi z wydanej w sierpniu tego roku płyty "Dark Days + Canapes".

e-max.it: your social media marketing partner

Obaro Ejimiwe, zanany jako Ghostpoet, to artysta, który może się uważać za szczęściarza. Od jego debiutu mija właśnie osiem lat. W tym czasie zdążył nagrać cztery płyty, zagrać masę koncertów (m.in. na festiwalu w Glastonbury) i współpracować ze znanymi artystami (jeden z utworów nagrał z Massive Attack). Ma też na swoim koncie sporo nominacji i nagród muzycznych.
Serce tej muzyki bije w trip hopowym rytmie. Sporo w niej elektroniki, która staje się czymś więcej, niż tylko tłem dla wokalu.
Wydany w tym roku album "Dark Days + Canapés" przyniósł nam już przebojowy singiel "Immigrant Boogie", który emitowaliśmy na antenie Radia Orbit. Teraz proponujemy piosenkę "Woe Is Meee", w której gościnnie pojawia się Daddy G z Massive Attack. Połączenie talentu obu muzyków zaowocowało mrocznym klimatem, którego nie powstydziłby się Nick Cave. Jedynie brzmienie, jest nieco nowocześniejsze, zwłaszcza dzięki połamanym rytmom. Ale już bas i rozedrgana gitara mogą się kojarzyć z tym co działo się niegdyś w The Bad Seeds.

e-max.it: your social media marketing partner