DIIV - Is The Is Are CD

5 lutego ukazała się druga płyta projektu DIIV "Is The Is Are".

Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia jest Zachary Cole Smith (gitarzysta luźno związany z nowojorskim zespołem Beach Fossils), który w 2011 roku zainicjował solowy projekt Dive. Wkrótce rozrósł się on o kolejnych członków: gitarzystę Andrew Baileya, basistę Devina Rubena Pereza oraz perkusistę Colby’ego Hewitta. Co ciekawe, ówczesną nazwę grupa zapożyczyła od tytułu znanej piosenki Nirvany, a dodatkowo odpowiadała ona muzykom, gdyż wszyscy są spod wodnych znaków zodiaku. Niebawem okazało się jednak, że już od 1990 roku istnieje industrialowa grupa Dive (założona przez Dirka Ivensa), mająca w dorobku mnóstwo albumów i znacznie większą liczbę fanów, co sprawę nieco skomplikowało. Dlatego dziś, myśląc o młodych Amerykanach, piszemy o DIIV, choć jak w wywiadach podkreśla Smith, tak naprawdę nazwa nie ma obecnie żadnego znaczenia – przecież zespół i jego muzyka już się nie zmienią.

(http://esensja.stopklatka.pl/muzyka/recenzje/tekst.html?id=14803)

Zachary Cole Smith urodził się w Nowym Jorku. I wracał do tego miasta niczym bumerang za każdym razem, kiedy życie dawało mu kopa prosto w twarz. Teraz podobno osiadł w nim na stałe, zakochał się. W tle jednak nadal pozostaje heroina. To przez nią wielokrotnie wpadał w poważne tarapaty. Lekiem na całe zło ma być muzyka i Sky Fereira, z którą artysta związał się już jakiś czas temu. Ktoś powiedział kiedyś, że najbardziej szczera muzyka rodzi się w cierpieniu albo smutku. I chyba nie mylił się. Smith mówiąc o swoim uzależnieniu nigdy nie próbował niczego tuszować, traktując to jak swoistą terapię i oczyszczenie. Sam jednak podkreśla, że jego życie to nie tylko narkotykowa sinusoida, a ciągłe bycie na haju uniemożliwia mu pisanie nowej muzyki. Mając z tyłu głowy poczucie misji do spełnienia, za wszelką cenę postanowił więc poddać się odwykowi, by stworzyć materiał, w którym próżno szukać pretensjonalnych tonów, czy nostalgicznych wynaturzeń. 

Otwierające album "Out of Mind" przynosi rozmyte wokale w stylu Elliotta Smitha, którym Cole tak mocno się inspiruje oraz ciepłe brzmienie przesterowanej gitary, które będzie towarzyszyć nam przez najbliższe kilkadziesiąt minut. U mnie te 63 minuty trwają już od co najmniej kilku dni i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Bo na "Is the Is Are" nie ma przypadkowych dźwięków. Album zaczął powstawać chwilę po wydaniu debiutanckiego "Oshin" i nabierał kształtu w bardzo różnych okolicznościach. Najwięcej, bo ponad 100 utworów powstało, kiedy po wyjściu muzyka z więzienia (gdzie trafił za posiadanie narkotyków), DIIV wyruszyło w trasę po Stanach. Z tej ogromnej puli wykrystalizowało się 17 kawałków, które przez następny rok były rzeźbione w studio.  

Marzycielskie przestrzenie osiągają swoje apogeum w "Dopamine" - singlu, który opowiada o związku Cole'a ze Sky Fereirą ("You're the sun and I'm your cloud"), ale jest też ostrzeżeniem przed tym, co spotkało w życiu Zachary'ego. Wspomniana wokalistka pojawia się w utworze "Blue Boredom", recytując swoje partie z ekstatyczną emfazą. I tak jak kolejne nowe muzyczne związki przynoszą nam historie, o jakich marzą scenarzyści, tak ten wydaje się najbardziej rock'n'rollowy od czasów Cobaina i Courtney Love (swoją drogą uderzające jest też podobieństwo wizualne). Tajemnicą nie jest również, że wielu fanów Nirvany widzi w Zacharym następcę swojego idola. Ale DIIV z każdym kolejnym utworem udowadniają, że nie są chwilową indie-rockowa zajawką i zabawą w naśladowanie Kurta, choć to właśnie od utworu legendy z Aberdeen wzięli swoją nazwę. Kawałki takie jak "Valentine" i "Yr not far" przejawiają silny potencjał do stania się nowymi hymnami młodego pokolenia buntowników i są po prostu cholernie dobre. Te same schematy dźwiękowe multiplikowane w kolejnych utworach nie prowadzą jednak do gwiazd, chociaż ktoś inny mógłby to nazwać spójnością. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że DIIV trafili na nurt, który może ponieść ich naprawdę daleko, o ile tylko nie osiądą na mieliźnie. 

Potencjał, jaki drzemie w głowie Zacharego Cole Smitha wydaje się nieograniczony. Jedyną przeszkodą może okazać się po raz kolejny heroina. Pozostaje więc tylko wierzyć, że tak się nie stanie. W przeciwnym razie muzyka mogłaby stracić epizod, który dopiero teraz nabrał kształtu i może przerodzić się w naprawdę ciekawą opowieść.

Miłosz Karbowski

http://www.omnianmusicgroup.com/products/is-the-is-are

https://itunes.apple.com

Promujący album singiel Bent (Roi's Song) pojawił się także w Radiu Orbit jesienią:

e-max.it: your social media marketing partner
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4