Temples - Volcano CD

Zostać uznanym za najlepszy młody zespół w Wielkiej Brytanii to na pewno powód do dumy. Takim właśnie mianem określany jest powstały w 2012 roku zespół Temples, który już zdążył zjednać sobie sympatię wielu słuchaczy, w tym takich sław brytyjskiego rocka, jak Noel Gallagher (niegdyś Oasis), czy Johnny Marr (niegdyś The Smiths).
3 marca zespół wrócił z nowym, drugim albumem „Volcano”. Płyta została wyprodukowana samodzielnie przez zespół w domowym studio w Kettering

Recenzja:

Volcano, jest potwierdzeniem tego zdania, że są jednym z najlepszych zespołów odnajdujących się w psychodelii, co słychać od pierwszych dźwięków Certainty, utworu rozpoczynającego krążek. Rozwibrowane, przestrzennie roznoszące się dźwięki, organiczne stopienie instrumentów i elektronicznych efektów, a wreszcie androgyniczny głos Jamesa Bagshawa – wszystko to zamyka nas w kolorowej, narkotycznej bańce, w której chcemy przebywać jak najdłużej. Zagłębiając się w resztę materiału, próżno jednak szukać jednoznacznych odniesień do przeszłości. Przynajmniej ja sam ich nie znalazłem. Dotarło do mnie za to, że Temples nie są grupą inspirującą się psychodelią. Oni SĄ psychodelią w ścisłym sensie! Słuchając „Volcano”, ma się wrażenie, że to muzyka, która zagubiła się dawno temu w czasie, a ujawniła dopiero teraz. Brzmienie przynoszone przez album jest świeże i bezkompromisowe. Zupełnie tak, jakby powstawało u zarania gatunku. Zapewnia to nam niesamowite uczucie obcowania z nowością i zaskoczeniem – z czymś, co musiało przemawiać do słuchaczy grup takich, jak Vanila Fudge, Greatful Dead czy Love.

Zdumiewa pomysłowość, z jaką ogrom dźwięków znajduje swoje miejsce w przestrzeni każdego z utworów. Słychać to w iście barokowym Born Into The Sunset czy (I Want To Be Your) Mirror. W tym bogactwie świetnie odnajdują się poszczególni artyści. Gitary Bugshawa i Smitha potrafią dialogować ze sobą w największym zgiełku, a marszowa perkusja Samuela Tomsa sprawdza się doskonale jako struktura podtrzymująca całość tego misternego dzieła. Jakby nieco mniej do powiedzenia ma grający na basie Tom Walmsley, lecz wychwytując jego partie, można dostrzec wyczucie z jakim podchodzi on do melodii.

W porównaniu do Sun Structures, Volcano jest znacznie bardziej autonomiczny i wolny od naleciałości. Zdarzają się jednak wyjątkowe, jawne nawiązania do przeszłości. Takie, jak na przykład mocno pobrzmiewający glamem w stylu T. Rex kawałek Roman God-Like Man czy synth popowy, zamykający płytę Strange Or Be Forgoten. Nie psują one jednak struktury albumu ani stylistycznej symetrii jego pierwszej i drugiej połowy, gdyż zespół konsekwentne trzymanie się własnego pomysłu na muzykę a to zapewnia zwartość temu zróżnicowanemu dziełu.

Twórczość brytyjskiej grupy w znakomity sposób pokazuje, że muzyka nie dzieli się na style, które da się skatalogować i przypisać konkretnym okresom a różne pomysły i rozwiązania można odkrywać dla siebie wciąż na nowo.

Michal Ciemniewski

templestheband.com

facebook.com/templesofficial

 

e-max.it: your social media marketing partner
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4