Spoiwo - Salute Solitude

Spoiwo to niezwykle ciekawy Trójmiejski projekt muzyczny, grający dźwięki z pogranicza post rocka, ambientu oraz muzyki filmowej. Działająca od 2009 roku formacja, w tym miesiącu wydała pierwszy namacalny dowód swojej działalności, krążek pt; „Salute Solitude”.
Zespoły z Trójmiasta istotnie choć reprezentują różne style muzyczne – mają pewien wspólny mianownik. Może to bliskość Skandynawii, przejmujący wiatr od morza, lub mniej dni słonecznych w roku, ale właśnie stamtąd pochodzi najwięcej muzyków grających w zimnych klimatach post-rocka, ascetycznej elektroniki, ambientu i tym podobne.

W Radiu Orbit pojawili się jesienią 2014 roku w zestawie do głosowania na listę Top Orbit z utworem "Skin".

Recenzja:

"Produkcją materiału zajął się Haldor Grunberg (znany z Thaw), a zarejestrował go i wstępnie zmiksował Michał Miegoń (w tym nawiasie musiałbym wstawić tak wiele nazw, że zrobiłby się z tego materiał o Miegoniu). Najprawdopodobniej obydwaj panowie usunęli już wszelkie namiary kontaktowe do muzyków Spoiwa i przechodzą właśnie kryzys zawodowy, ale z mojej perspektywy - człowieka, który potrafi rozkoszować się jakościowo koszmarną dyskografią Smar SW - „Salute Solitude” jest imponującym, bliskim post-rockowej stylistyce monumentem, na który warto było czekać.

Wydawnictwo otwiera czterominutowe intro oparte o partię syntezatora. Gdyby odtworzyć je w towarzystwie Bruce'a Willisa, zaraz zacząłby kroczyć w zwolnionym tempie, z wyrazem twarzy jednoznacznie komunikującym, że jest gotów uratować świat po raz kolejny. Następne kompozycje nieprzerwanie umacniają tę wzniosłą atmosferę, ale to, co w moich słowach może wydawać się zarzutem, faktycznie jest największą siłą zespołu. „Doszło do pewnego przewartościowania, dziś słowo »patos«, nie tylko w środowiskach inteligenckich, rozumiane jest pejoratywnie. My się go nie boimy. To specyficzne narzędzie do wyrażania tego, co indywidualne poprzez jego relację do tego, co kolektywne” - przekonuje Piotr.
 
„Skin” - bodajże najstarszy utwór w całym zestawie - stopniowo podnosi napięcie od klawiszowo-perkusyjnego wstępu po hałaśliwe gitarowe zakłócenia, ale w decydującym momencie nie dochodzi do przełamania i odegrania nieco bardziej melodyjnej, noszącej znamiona refrenu partii. Zapada cisza. Post-rock jest fiszką, pod którą Spoiwo musi trafić z braku bardziej adekwatnego określenia, ale konsekwentna bezmelodyjność i nie wyznaczanie powracających, bardziej chwytliwych fragmentów sytuuje gdański zespół daleko od twórczości Russian Circles, God is an Astronaut czy Tides from Nebula. W „YOS” na pierwszy plan wysuwają się klawisze oraz perkusja (prawdopodobnie grający na niej Krzysztof Sarnek znalazłby powody do narzekania, ale tak masywnie i wyraźnie brzmiących tomów dawno nie słyszałem na polskim albumie) - zabieg nie do pomyślenia w stereotypowo komponowanym post-rocku. Dopiero po blisko ośmiu minutach gitara wreszcie nabiera rozpędu, przekrzykuje pozostałe instrumenty i kiedy już chciałoby się przytupnąć do rytmu, utwór się urywa. Niewiele zespołów odważyłoby się przerwać w potencjalnie najbardziej nośnym momencie, ale Spoiwo może dostarczyć inspiracji nie tylko Michaelowi Bayowi, którego Transformersy przy takim podkładzie ocalą Pearl Harbor przed Armageddonem, lecz również twórcom seriali poszukującym pomysłów na cotygodniowy cliffhanger.
 
Po sześciu utworach skonstruowanych na zasadzie eksplozji, album zamyka implozja w postaci zapadającego się outro „Years of Silence”. Moją pierwszą myślą po przesłuchaniu „Salute Solitude” było: „Ciekawe czy Spoiwo wyda nowy album szybciej niż Tool”. Według Piotra są na to duże szanse: „Wszystkie rzeczy, przez które musisz przejść po raz pierwszy nie będą już sprawiać takiego problemu za drugim razem. Jedno jest pewne, mamy głód komponowania, grania, tworzenia”. Wygłodniała jest także publiczność, bo Spoiwo było do niedawna jednym z nielicznych pomorskich projektów zdolnych do przyciągnięcia ponad stu osób na koncert (czasem nawet dwustu), mimo braku jakiegokolwiek wydawnictwa na koncie. Być może częściowo jest to efektem ogromnej popularności melancholijnej, chłodnej muzyki spod znaku Archive czy Sigur Rós, ale Spoiwo nie jest zniewolone przez ramy konwencji, przesuwa je według własnych potrzeb twórczych.
 
„Z nami jest trochę jak z U2 [śmiech] - wspomina Piotr - Nie graliśmy coverów, bo nie umieliśmy. Raz, jeden jedyny zdarzyło nam się zagrać cover »Sunday Bloody Sunday« podczas urodzin naszego perkusisty na koncercie w dawnych Dokach. Na początku uczyliśmy się grać, jednocześnie komponując. Pierwsze utwory przypominały nieumiejętny punk. Nie dlatego, że lubiliśmy punk - było wprost przeciwnie - ale dlatego, że był to etap, który należało przejść, podobnie jak następne. Sądzę, że około dwóch lat zajęło nam uczenie się absolutnych podstaw”. Spoiwo narodziło się jako substancja wiążąca ze sobą grupę bliskich przyjaciół, dzisiaj są to jednak wprawieni muzycy i kompozytorzy. Nawet jeżeli za kilka lat swój debiutancki album będą uznawać za najmarniejszy w całej dyskografii, wciąż będzie to poziom, jakiego wiele zespołów nigdy nie osiągnie."

Jarosław Kowal

Kup płytę

Lista utworów:
1. Disembrace
2. Skin
3. Yos
4. No Kingdom
5. Call Me Home
6. Flare
7. Years of Silence

Skład:
Paweł Bereszczyński - bass
Piotr Gierzyński - guitar
Simona Jambor - synth
Krzysztof Sarnek - drums
Krzysztof Zaczyński - synth


www.soundcloud.com/spoiwo
www.myspace.com/spoiwo
https://twitter.com/spoiwo
https://www.facebook.com/Spoiwo

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1