Hoszpital - Weszoło

Hoszpital uformował się w marcu 2012 roku w stolicy Wielkopolski. Trio jak dotąd miało na koncie EP-kę „Szmutno” opublikowaną w 2014 roku.
"Nikt tak obecnie nie gra" – ocenia spiritus movens trójmiejskiej sceny Karol Schwarz. "A nad wszystkim unosi się duch Grzegorza Ciechowskiego. I uśmiecha się z aprobatą" – dodaje ceniony blog WAFP!.

Prawdą jest, że trio z Poznania pokazuje, iż o miłości, samotności i bólu istnienia ciągle można zaśpiewać w sposób świeży i bezpretensjonalny, co więcej, czyniąc to w języku polskim. Znakiem rozpoznawczym grupy są rozmarzone, nieco senne gitary i ciepły głos Michała Bielawskiego, który z pewnością ma jakieś właściwości terapeutyczne.
Co o sobie i o debiutanckim longplayu, zatytułowanym dla odmiany „Weszoło”, pisze i mówi sam zespół?
"Na całość składają się trzy moduły: rytmiczny - bardzo zorganizowany, melodyczny - bardzo melodyjny oraz oszczędny w słowa moduł wokalny.
Albo to pokochasz albo to polubisz.
Odżywcza melancholia.
Bolus szczęścia.
Hipomania.
Muzyka pomimo dużego natężenia emocji, nie traci na wiarygodności.
W tekstach zaciera się granica między fizjologią a filozofią.
Album złożony z ośmiu miłych piosenek o nieoczywistej strukturze, niesie ze sobą poczucie naiwnego szczęścia, na które każdy powinien sobie czasem pozwolić."

Recenzja:

"Jeden z najciekawszych debiutów w polskiej alternatywie w tym roku. Gitarowa nostalgia wciąż w modzie, jak się okazuje, ale mało kto potrafi nie popaść w banał, grając na gitarze, śpiewając i pisząc jednocześnie zgrabne piosenki o miłości. Hoszpital to wszystko potrafi, a przy tym także brzmieć świeżo, i to mimo odwołań do przeszłości – do twórczości Republiki, Variete czy gdańskiej/gdyńskiej sceny lat 80 (Bóm Wakacje w Rzymie). Nowofalowe brzmienia raczej zresztą odzywają się tu dość dalekim echem, jak napomnienie o genealogii wciąż obecnego na tej płycie smutku, niż są dosłownie przepisywane. Krótkie, powtarzane w ramach zwrotki motywy, porwane na na rytmicznie skandowane tercje („Anuluj”), prowadzą głównie słowa, a gitary są mocno podporządkowane melodiom.

Głos Michała dobrze uzupełnia wokal Joanny Bielawskiej, jego utalentowanej żony (Asia i Koty), która także gra tutaj na fortepianie. Jej delikatny głos, przestrzeń w tle, sample – to wszystko mi przypomina o innym debiucie sprzed lat, do którego wciąż wracam, sopockiej formacji Kobiety. Też słychać w ich graniu charakterystyczną dla ludzi morza melancholię.

Ktoś napisał, że nad tym albumem unosi się duch Grzegorza Ciechowskiego, i to prawda, ale niecała. Michał Bielawski być może nieświadomie (lub świadomie) używa poetyki i frazy Ciechowskiego, jak tutaj: „będziemy pić sobie z ust/ będziemy pić siebie z ust/ potem zjemy się na raz  („Głód”) albo tu: „całe ciało bólu anuluj” („Anuluj”). Czasem da się wyczuć tu mrok bydgoskiej apokalipsy, jakby wprost spod palców Grzegorza Kaźmierczaka z Variete – weźmy cudowne „Owady” czy „Warzywa i owoce”:

    „to co masz w środku to miej

     nie musisz siebie się bać

     to co masz w środku to miej

    to co jest w głowie to jest

     nie musisz się tego bać

     to co jest w głowie to jest

    biegniemy na manowce

    warzywa i owoce

    na palcach włosy plączesz

    zmieniamy dziś proporcje”

Ale nie jest to żaden przeżuty wieszcz, tylko udana poezja własna, o czym świadczą też wcześniejsze teksty z EP-ki („nie wychodzą nam orgazmy”). Bielawski pisze świetnie, ma rzadki w muzyce dar poetyckiego skrótu, a przede wszystkim, jako nieuleczalny wrażliwiec, umiejętnie tropi związki muzyki i ciała, jako narzędzia bólu, szczęścia, ewolucji (człowieka i świata), braku, rozpadu. Tylko, że na tej płycie rozpada się w ostateczności właśnie, i na powrót składa dusza, nie ciało. Jego, moja, twoja.

Teksty Hoszpitala od wczesnych tekstów pochodzących również z Poznania Much, dzielą lata świetlne. Piosenki Much, i te sprzed ośmiu lat, i te sprzed roku, też są „blisko” brudnego, sponiewieranego ciała, ale Hoszpital, trochę na chłodno, niewinnie i naiwnie, wchodzi temu ciału do środka i prześwietla do imentu. A potem unosi się nad nim i zmierza gdzieś wyżej. Lubię tę bolesną naiwność, właśnie jak z Andrzeja Bursy, którego wiersz „Ja chciałbym być poetą” Bielawski interpretuje tu.

O tym myślę, słuchając ich pięknego debiutu. Jak pogodzić spadające, przeszkadzające ciało, pozbawione snu, chropowate, ze wnoszącą się duszą? Gdy wokół „chorują ściany, choruje tlen”? Gdzieś znalazłam słowa Blelawskiego – że dziś jest lepszy dzień, czyli dzień pozytywnego smutku. To dobrze opisuje stan nieważkości i słodko-gorzki smak tej muzyki. Kiedy słuchałam w domu „Weszoło”, moje dziecko, które teraz zresztą w kółko odtwarza już ten album na głos, z pamięci, powiedziało: „mamo, ten pan co śpiewa, to chyba nigdy w życiu się nie uśmiechnął”. Zaraz jej wytłumaczyłam, że dobrze jest być smutnym z natury i umieć okiełznać ten smutek taką muzyką, jak w rozpoczynającym płytę „ABCDF”. I wtedy znów jest fajnie na świecie.

Od dawna nic mnie w młodej polskiej muzyce tak nie wzruszyło, od A do Z, bez zastrzeżeń, jak „Weszoło”. I naprawdę nie wiem, jak się Hoszpitalowi ta sztuka udała, ale grając w zasadzie głównie smutne dźwięki – nagrali pełen nadziei (a więc może i wesoły?) album.  "

Anna Gromnicka

Kup płytę

 

Lista utworów:  
1.Abcdf
2.Warzywa i owoce
3.Ja chciałbym być poetą
4.Biegnę
5.Owady
6.Głód
7.Anuluj
8.To dobry moment na radość

Wydawca: Thin Man Records

Skład:
Michał Bielawski (śpiew, gitara)
Adrian Borucki (perkusja)
Mateusz Majczak (bas, sample)

https://www.facebook.com/hoszpital

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1