Lion Shepherd - Hiraeth

Lion Shepherd to nowy projekt muzyczny Kamila Haidara i Mateusza Owczarka, wcześniej znanych m.in. z zespołu Maqama. Muzycy dotąd kojarzeni ze światem rocka i metalu, postanowili w ramach zupełnie nowego przedsięwzięcia dać upust swoim fascynacjom muzyką etniczną i akustyczną. Muzyka zespołu oscyluje wokół world music, transu, bardzo mocno słychać wpływy bliskowschodnie, ale też nie mogło zabraknąć rocka, bluesa czy brzmień progresywnych.
Na pierwszym oficjalnym wydawnictwie "Hiraeth" będzie można usłyszeć arabską lutnię oud, perski santur, hinduskie perkusjonalia, jemeńskie i irańskie głosy. W sesji nagraniowej udział wzięli muzycy nie tylko pochodzenia polskiego ale również arabskiego i perskiego m.in.: Jahiar Irani, Rasm Al Mashan, Sławek Berny, Wojciech Ruciński, Samuel Owczarek, Radosław Kordowski.

Recenzja:

"Ależ to jest dobre! - ciśnie się na usta podczas słuchania krążka Lion Shepherd.

A wydawało się, że wszystko co najlepsze w tym roku w polskiej muzyce z pogranicza art-rocka, progresji i rocka mamy już za sobą, łącznie z kilkoma światowej klasy debiutami (Whitewater, Brain Connect, Abstrakt), a i blaszeczkami od muzyków już uznanych (Riverside, State Urge), którzy potwierdzili jedynie przynależność do najwyższej ligi.

Tymczasem pojawia się "Hiraeth" i rozrabia aż miło, mąci w zawczasu z pietyzmem przygotowanych podsumowaniach roku, bo tak udanego projektu w żadnym zestawieniu pominąć nie sposób, byłby to grzech wobec sztuki.

Jest to debiut, ale chyba tylko połowicznie, bo Lion Shepherd to twór Kamila Haidara i Mateusza Owczarka - trzonu grupy Maqama, mającej na koncie dwie długogrające płyty oraz współpracę z Dougiem Pinnickiem (wokalistą i basistą słynnej prog-metalowej grupy King's X). Wydaje się jednak, że Maqama - jakkolwiek band oryginalny i z wyższej półki - to była tylko przymiarka do tego co panowie zrobili pod banderą Lion Shepherd. Bezwzględnie dojrzeli muzycznie, przestali się buntować i grać głośno dla samej głośności, wyciszyli nieco instrumenty i postawili na gęsty niczym londyńska mgła w zaułkach Whitechapel klimat. Stworzyli przy tym dzieło, które nastrojem i poziomem muzycznym spokojnie może rywalizować z utrzymanym w nieco podobnym duchu "Love, Fear and The Time Machine" grupy Riverside. Zresztą Mariusz Duda i jego świta od razu wyczuli co w trawie piszczy, popisali się przy tym odwagą (no bo jak się tu nie bać, że Haidar i Owczarek zgarną dla siebie całe show) i chłopaków z Lion Shepherd zabrali jako support w europejską trasę.

"Hiraeth" porównałbym właśnie do wczesnego Riverside, ma w sobie również tę szarawą barwę z "Damnation" Opeth, ale też coś z melancholijnej atmosfery Anathemy i Alternative 4, oraz głębię Blindead z płyty "Absence" i garażowego brudu Toola. Jest to muzyka zamyślona, zadumana, refleksyjna, utrzymana w klimacie czarno-białego, zamglonego zdjęcia (wystarczy spojrzeć na okładkę), na pewno duszna, w pewien sposób majestatyczna i melancholijna, może nawet na baśniowy sposób tajemnicza - "hiraeth" to po walijsku "nostalgia", albo "tęsknota". Potrafi przy tym przykopać porządnie przesterowaną gitarą i śpiewem Haidara, którego wokal ma w sobie coś z barwy Mariusza Dudy, rozedrgania Eddiego Vaddera, a nawet liryzmu i głębi Mikaela Akerfeldta ze spokojnych, akustycznych numerów. Pięknie to wszystko gra w zestawieniu z całą paletą odniesień do muzyki orientalnej i world music, również delikatnej elektroniki i psychodelii. Spaja się to w niezwykle wyszukany art-rock z dominującą gitarą akustyczną, potrafiący być zarówno głośny, emocjonalny, ale i wyciszony, atmosferyczny oraz obrazowy. Balladowy charakter krążka (utrzymanego w uduchowionych tonach tak cudnych kompozycji jak "I'm Open", mistycznie pięknego "Lights Out" czy "Wander") nabiera tylko mocy w zestawieniu z cięższymi, zdobionymi przesterowanymi gitarami fragmentami pokroju piorunującego, rozpoczynający się bliskowschodnim motywem "Smell Of War" czy na garażowo/grungeowo rozjuszonego "Past in Mirror". Na dokładkę jeszcze hipnotyczny "Infiedel Act of Love".

Całość dopełniają goście, bo przecież kawał świetnej roboty zrobił Radosław Kordowski, który podkolorował hammondami chociażby "Lights Out" i "Past in Mirror"; Rasm Al Mashan dorzucił bliskowschodnie wokalizy w rozpoczynającym album "Fly on" i opowiadającym o wojnie w Syrii "Smell of War". Orientalnego klimatu nadaje również grający na santurze Jahiar Azim Irani. Nie są to więc gościnne występy nieprzemyślane - wręcz przeciwnie, idealnie dopełniają one klimat krążka, a i stanowią o oryginalności jego brzmienia.

Wypada się jedynie cieszyć, że oto pojawił się na naszej, i tak przecież bogatej, scenie z kręgu art-rocka zespół tak charakterystyczny, ambitny, w pełni ukształtowany, rewelacyjnie brzmiący i mający do zaoferowania muzykę klimatyczną, świeżą i o naprawdę olbrzymiej sile rażenia (tak brzmieniem jak i emocjami). "Hiraeth" zawiesił poprzeczkę wysoko, a zespół już na starcie spakował walizki i pod czujnym okiem starszych kolegów z Riverside ruszył na europejskie tournee. Koniecznie posłuchajcie tego światowej klasy debiutu, bo ręczę, że to jedna z najlepszych rzeczy z jakimi mieliście okazję obcować w tym roku! Już nie mogę się doczekać płyty numer dwa. Ależ to jest dobre!"

Grzegorz Bryk

Kup płytę

Lista utworów:  
1. Fly On
2. Lights Out
3. Brave New World
4. Music Box Ballerina
5. I’m Open
6. Past In Mirror
7. Wander
8. Infidel Act Of Love
9. Smell Of War
10. Strongest Breed

Data wydania: 25.09.2015
Wydawca: MJM Music PL

Skład:
Kamil Haidar - vocals
Mateusz Owczarek - guitars, oud
Matteo Bassoli - bass
Piotr Podgórski - drums


https://www.facebook.com/lionshepherd

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1