Love De Vice - Pills

Uznany na scenie krajowego progresywnego rocka zespół Love De Vice powrócił z trzecim krążkiem zatytułowanym nieco przewrotnie – "Pills". Nowy LP przynosi zmiany w stylistyce zespołu – zmiany zdecydowanie na plus.
Przy pracy nad płytą zespół wspierał m in kwartet smyczkowy Fair Play Quartet, sekcja dęta oraz młoda wokalistka Katarzyna Granecka – prywatnie siostra Pawła Graneckiego  wokalisty Love De Vice.
Album został zarejestrowany w Sonus Studio a producentem płyty jest Jacek Szabrański.



Recenzja:

"Materiał zawiera jedenaście utworów, w których oprócz regularnego składu Love De Vice można usłyszeć także Katarzynę Granecką w kompozycji tytułowej i numerze "Hell On Earth" oraz FAIR PLAY QUARTET na przestrzeni całego albumu. Na krążku wystąpiło także kilku innych muzyków dodatkowo urozmaicających dzieło. Niemniej przede wszystkim, pomijając już te encyklopedyczne drobiazgi, trzeba głośno powiedzieć, że oto po długiej przerwie Love De Vice wraca z naprawdę porządnym materiałem. Nie przypominam sobie, aby zarówno "Dreamland", jak również "Numaterial" wywarły na mnie takie wrażenie, jak ma to miejsce w przypadku albumu "Pills". Coś mi się wydaje, że może to być przełomowy album w dyskografii kapeli. Krążek jest bowiem wszechstronny, niezwykle klimatyczny, oferujący sporo mroku, ale też i magicznych, niezapomnianych zagrywek. To album, na którym stempel przybijają wyborny wokal Pawła Graneckiego i kapitalna produkcja płyty.

Album "Pills" otwiera hardrockowa kompozycja "No Escape". Kapela opiera się tutaj na przybrudzonych gitarowych riffach, aktywnej perkusji i zbudowanym na fajnym pogłosowym efekcie wokalu. Z miejsca można wpaść tu w przyjemną konsternację. Oczywiście pod warunkiem znajomości poprzednich nagrań Love De Vice - w innym przypadku słuchacz otrzyma ostry rockowy numer dobrze zapowiadającej się kapeli. Tak oto dystans jaki pokonali muzycy tego zespołu po zmierzeniu się z "No Escape" wydaje się wręcz maratoński. Już od tego momentu można uświadomić sobie, że Love De Vice przeszło zmianę stylu. To uświadamianie, połączone z zestawem fantastycznych odczuć, będzie pogłębiało się w dalszej części albumu "Pills". Tak więc jak sama nazwa drugiego utworu wskazuje, "Ritual", kapela sięga po nieomal pomysły ludowe. W tle prowadzonych jakby w spowolnionym tempie smyczków wyłania się tubylcze nawoływanie Pawła Graneckiego, który w żądaniach do boskości uruchamia serię niebanalnych wypuszczeń instrumentalistów. Oto Love De Vice w 2016 roku. Oto siła art rocka i jego ostrzejszych kombinacji.

Zdążyłem w tym tekście wspomnieć, że "Pills" to album wszechstronny. W istocie trzeci utwór, "Best Of Worlds", odzwierciedla kolejną formę muzycznej ekspresji Love De Vice. Mamy tu do czynienia z jakby niespokojną i mroczną balladą, wypełnioną efektami, partiami klawiszowymi i zestawem smyczków, prowadzoną w oparciu o piękne, intrygująco niepewne frazy. Kolejne pytania wokalisty stanowią tu jakby kolejne ukłucia na duszy słuchaczy. To najlepsza z lirycznych kompozycji Love De Vice. W każdym razie gitary Andrzeja Archanowicza i Pawła Graneckiego, a także perkusja Tomasza Kudelskiego podkręcają poziom już w kolejnym utworze, balansującym pomiędzy subtelną i ostrą odmianą rocka "Afraid". To kolejny zręczny przykład nowych (wreszcie odkrytych?) możliwości Love De Vice. Ponownie zaskakuje - jakby mogło być inaczej? - kompozycja tytułowa, co jest oczywiście rezultatem obecności Katarzyny Graneckiej. Utwór w całości przez nią zaśpiewany w otoczeniu dość groteskowej muzyki przywołuje skojarzenia z angielskim art rockiem, choć jego siarczysty tekst stanowi kontrast do tego porównania. To kolejna mocna pigułka w tej podróży, co się "Pills" nazywa.

Katarzyna Granecka śpiewa też w kolejnym utworze, "Hell On Earth", który tym razem przywołuje jednoznaczne skojarzenia o szkodliwości tego świata. To tutaj Love De Vice nawiązuje do swoich poprzednich nagrań, na czym cały album "Pills" nieco traci. Wydaje mi się, że kapela powinna konsekwentnie trzymać się takich niebanalności, jak w utworze "Ritual", mroku vide "Best Of Worlds" albo ostrych zjazdów w stylu "No Escape". Tymczasem kompozycja "Hell On Earth" wydaje się zbyt miękka i za bardzo nośna w porównaniu do zawartości całego krążka. Drobiazg. Wszystko wraca do normy, czyli wymyka się spod schematycznej kontroli, w numerze "Wild Ride". Muzycy Love De Vice znowu wprowadzają tu fajne pogłosowe efekty, poruszają się jakby w tunelu, a na gitarach słychać przyjemne improwizacje i kilka przypalonych strun. Yeah! Hard Rock podany w odpowiednich proporcjach z innymi około-gatunkowymi patentami to jeden z największych atutów kapeli. Love De Vice mocno prezentuje się także w eksperymentach, jak w przypadku utworu "Nobody Owns Me", dziwacznego, poszarpanego, na swój sposób cyrkowego, wprowadzającego zamieszanie w percepcji, niczym karuzela na spowolnionych obrotach.

W zawartości albumu "Pills" znalazło się także miejsce na utwory, do których mógłby zaśpiewać Nick Cave. Chodzi o opatrzony krótkim, acz wpadającym w ucho tekstem numer "Pictures From The Past", który stanowi jeszcze jedną formę szerokich możliwości Love De Vice. Zwracam tu uwagę nie tylko na ścieżki wokalne, ale też na psychodeliczne wypuszczenia instrumentalistów i totalnie nieschematyczne wykończenia poszczególnych partii kompozycji... totalny odjazd, totalny! To nie ma absolutnie nic wspólnego z poprzednimi nagraniami Love De Vice. Ile w tym "Pictures From The Past" znajduje się finezji, niekontrolowanego szaleństwa, fenomenalnych improwizacji. Wow! To trzeba usłyszeć! W mocnym finale albumu kapela przypomina jeszcze o swoich progresywnych sympatiach pod postacią utworu "Winter Of Soul" rozpisanego na prawie osiem minut muzyki. To kolejna zmiana klimatu, tak jakby Love De Vice chcieli słuchaczom pokazać, że są kuglarzami rocka. To jednak zmiana, która na dystansie rocka i metalu progresywnego stanowi swego rodzaju katharsis. Trudno powiedzieć czy muzycy Love De Vice powinni skupić się tylko na progresji - raczej nie jeśli oferują takie killery, jak "Ritual", "Best Of Worlds" czy "Pictures From The Past" - niemniej ich podejście do tego gatunku stanowi przykład najwyższej dbałości o jego kondycję.

Formą bisu, czy też dodatku do podstawowej tracklisty albumu "Pills", jest kompozycja tytułowa w drugiej odsłonie. Teoretycznie jest to trzeci bonus w zawartości trzeciego dużego dzieła Love De Vice, ale dla mnie kompozycje "Pictures From The Past" i "Winter Of Soul" są integralnymi częściami materiału, trudno je więc nazwać bonusami. Przynajmniej ja to tak rozumiem. Tak oto po progresywnym szaleństwie w utworze "Winter Of Soul" następuje "Pills No. 2". Tym razem nie ma smyczków, są za to dźwięki akustyczne. Tym razem utwór został zaśpiewany przez Pawła Graneckiego, brata Katarzyny, jak zdążyłem wreszcie doczytać. Piękny to duet, pięknie się uzupełnia. Piękny jest także powrót do świata żywych muzyków Love De Vice. W życiu nie spodziewałbym się, że ten zespół jest mnie jeszcze czymś w stanie zaskoczyć. Kapela, którą poznawałem na fali eksplozji polskich twórców rocka progresywnego nagle zarejestrowała jeden z najlepszych albumów tego roku. Love De Vice to dziś twórcy szalenie zaskakujący, przypominający światu, że w muzyce wszystko jest możliwe. Nawet tak spektakularne powroty.

W sumie więc uważam, że "Pills" to... album na miarę wielkiego debiutu. Można się tu wszak poczuć, jak przy największych polskich debiutach ostatnich lat, vide Riverside, Lebowski, Nook czy też Terminal. Tylko w przypadku tej pierwszej kapeli kariera potoczyła się pomyślne. Tymczasem Love De Vice dziś odradza się niczym feniks z popiołów. Debiutuje tym albumem, którym zespół powinien zadebiutować przed siedmioma laty. Na zmiany nigdy nie jest za późno. Moim zdaniem muzycy Love De Vice właśnie trafili w swój moment, a o "Pills" powinno być głośno na wszystkich szerokościach kraju, może i świata. Znakomity album"


Konrad Zola

Kup płytę CD

Lista utworów:  
1. No Escape
2. Ritual
3. Best Of Worlds
4. Afraid
5. Pills
6. Hell On Earth
7. Wild Ride
8. Nobody Owns Me
9. Pictures From The Past (bonus)
10. Winter Of Soul (bonus)
11. Pills No. 2 (bonus)

Muzyka: Paweł Granecki
Tekst: Paweł Granecki

Data wydania: 24.06.2016
Dystrybucja: Fonografika

Skład:
Paweł Granecki (g, w),
Andrzej Archanowicz (g),
Robert Pełka (b),
Krzysztof Słaby (ik) i Tomasz Kudelski (p),
a także gościnnie Katarzyna Granecka (w),
Fair Play Quartet (alt, b, skrz, wiola), Bogusz Wekka (ip, p),
Michał Tomaszczyk i Daniel Szczepański (inne)
oraz Andrzej Karp (b) 

www.facebook.com/lovedevice/
http://lovedevice.band

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1