Sayes - Marzyciel

Sayes powstał w 2009 roku z połączenia sił uczniów słynnej tarnowskiej Szkoły Muzyków Rockowych.
Początki zespołu to dwie płyty EP. Pierwsza z nich zarejestrowana w grudniu 2010 roku pt. „Historia ledwie w zarysie” oraz kolejna pt. „2012”.
W roku 2015 Sayes rozpoczął prace nad swoją debiutancką dużą płytą, która ukazała się w pażdzierniku tego samego roku.

Grają indie rocka z polskimi tekstami, co jest wielkim plusem ich debiutanckiej płyty. Doszli do półfinałów programu Must Be The Music – Tylko Muzyka, zagrali na scenie z takimi artystami jak Brodka, Dawid Podsiało, Myslowitz czy Cool Kids of Death.  11 utworów na płycie to opowieść o wszystkich blaskach i cieniach miłości.

Zespół Sayes tworzą Kamil Juszczyk, który jest liderem, autorem muzyki, producentem oraz autorem tekstów, Mateusz Juszczyk – perkusja, Grzegorz Sipiora – gitara basowa oraz Krzysztof Potok – gitara.



Recenzja:
Pogoda w naszym kraju zmienną jest – oprócz dni wyłącznie deszczowych, co jakiś czas wygląda słońce. Dlatego też Polacy, choć bez wątpienia lubią sobie ponarzekać, to nie popadają w specjalny pesymizm; życie sobie powolutku leci i wiadomo, że raz jest lepiej, a raz gorzej. Z Brytyjczykami bywa inaczej: wśród mgieł, mżącego constans deszczu i szarości trudno dostrzec promienie słońca. Zapytacie: dlaczego zaczynam recenzję od obserwacji z zakresu meteorologii? Otóż pogoda bez dwóch zdań wpływa na muzykę i buduje jej styl. Sayes jest zaś zespołem unikatowym o tyle, że w mgnieniu oka wystrzeliwuje nas na drugą stronę kanału La Manche.

Znanych kapel uprawiających konkretny indie rock w naszym kraju nigdy zbyt wiele nie było. Przez jakiś czas tradycji tej hołdowało Myslovitz, ale ów zespół to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Sayes ze swoim debiutem, kryjącym się pod tytułem Marzyciel, ma zaś idealną okazję wstrzelić się w niezagospodarowaną lukę i odnaleźć odpowiedni ekosystem, by wyrosnąć na jedną z czołowych grup w tej niszy. Pochodzący z Tarnowa muzycy czerpią bowiem od największych i bez kompleksów odgrywają ich twórczość na rodzimym gruncie. Przykłady? A proszę bardzo. Zacznę od najlepszych piosenek. Kochanka to fenomenalnie odegrana szkoła Franz Ferdinand z przesterowaną gitarą oraz mocno zarysowanym rytmem, idealnie nadającym się do podrygiwania na parkiecie. Zwykły dzień zmierza w stronę twórczości Foals, głównie za sprawą lekko kakofonicznego charakteru. Nie chcę tego eksploruje rejony okupowane zwyczajowo przez Placebo – motoryczny rytm, oszczędna aranżacja, ograniczony do kilku dźwięków wokal. Oceany od pierwszej sekundy wskazują na inspirację Interpolem, a wręcz solową twórczość Paula Banksa, bowiem chłód tej piosenki przywodzi na myśl masy wody u wybrzeża Grenlandii. Mógłbym wymieniać dalej, ale na tym poprzestanę.

Co ciekawe, mimo mnogości nawiązań, reminiscencji, a niekiedy jawnych kopii, Sayes potrafi obronić się jedną cechą, która sprawia, że Marzyciel to płyta co najmniej interesująca. Owym języczkiem u wagi jest klimat, który wykreowano konsekwentnie i z wprawą. Praktycznie od pierwszej piosenki słuchacz zanurza się w świat nostalgii, chłodu oraz szarości. Za stworzenie takiej atmosfery odpowiada zarówno oszczędne instrumentarium, ograniczone często do pojedynczej, pozbawionej przesteru gitary, basu i miarowej perkusji, jak i teksty, z których praktycznie żaden nie niesie optymizmu, za to każdy naznaczony jest mniejszą lub większą samotnością czy rezygnacją. Przyznać trzeba, że tak przemyślany sposób komponowania jest nietypowy jak na debiut, co każe wierzyć, że Marzyciel jest dopiero początkiem drogi prowadzącej na szczyt.

Aby jednak te wizje się ziściły, zespół powinien pozbyć się mankamentów, które z recenzenckiej uczciwości należy odnotować. Pierwsza i główna uwaga dotyczy jednostajności materiału. Choć pozornie trafiają się tu utwory szybsze i wolniejsze, to krążek mniej więcej w połowie łapie zadyszkę i zaczyna się powtarzać. Utwory takie jak Dla mnie jesteś wszystkim to nihil novi, zaś Marzyciel przedzierzga się w zbiór autoplagiatów. Choć w dalszej części albumu kawałki w rodzaju Prosto w twarz łamią skostniałą konwencję, to nie na tyle, by ostatnie piosenki eksplorować z takim samym zainteresowaniem jak te pierwsze. Rzecz druga dotyczy tego, że klimat wykreowany przez Sayes wydaje się miejscami nieco mdły; kompozycje zbyt często skręcają w stronę melodyki czysto popowej (Wymyślę cię), na czym traci niestety głębia. Dość powiedzieć, że w porównaniu z debiutancką płytą God’s Favorite Drug i cudeńkami takimi jak Burning Alive czy Stone Ritual Marzyciel wypada miejscami blado.

Nie oznacza to jednak, iż omawiana dziś płyta jest słaba – wprost przeciwnie: to kawał solidnie napisanej, zagranej i wyprodukowanej muzyki, której słuchanie daje nielichą satysfakcję. Narzekać rzecz jasna można, ale nie powinno to umniejszać wartości debiutu Sayes. Te czterdzieści minut nostalgii i chłodu to coś, co w naszym kraju trafia się nieczęsto – tym bardziej powinniśmy nie tylko zasłuchiwać się w tej płycie, ale i patrzeć, co zespół wykoncypuje dalej. Stąd, choć na drugie imię nie mam Tyrezjasz, to przy odrobinie konsekwencji i włożonego w muzykę serca wróżę mu jak najlepszą przyszłość.
Jacek Jarocki

Kup płytę CD

Lista utworów:  
1. Marzyciel
2. Zwykły dzień
3. Wymyślę cię
4. Wszystko, czego chcę
5. Od nowa
6. Dla mnie jesteś wszystkim
7. Oceany
8. Kochanka
9. Prosto w twarz
10. Nie chcę tego
11. Zasłaniam twarz

Data wydania: 28.10.2016
Wydawca: Fonografika

Skład:
Kamil Juszczyk - gitara,wokal,muzyka,teksty
Mateusz Juszczyk - perkusja
Grzegorz Sipiora - gitara basowa
Krzysztof Potok - gitara

https://www.facebook.com/sayesband/
www.sayesband.pl/

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1