ZaZuZi - Tyłem do przodu

W listopadzie 2016 roku ujrzał światło dzienne długo zapowiadany drugi album jarocińsko-ostrowskiej formacji ZA ZU ZI. Punktem wyjścia do tworzenia piosenek było szeroko pojęta muzyka spod znaku reggae, ale mocno zabarwiona innymi gatunkami. Mamy więc tutaj i trochę rocka, ska, psychodelii, ale też elementy disco czy rapu. Jako wyraźną inspirację muzycy wskazują Manu Chao, któremu zresztą też poświęcili jeden z utworów („Señor Esperanza”).
Album powstał w należącym do zespołu Night Session Studio, a kształtu całości nadał Michał Dylikowski z kłobuckiego H.o.M. Studio. W jednym z utworów gościnnie zaśpiewała Martyna Baranowska z Chilli Crew i Soulja Hooligans, współpracująca również m.in. z Ga Ga / Zielone Żabki.

Grupa Za Zu Zi powstała w maju 2001 roku w Jarocinie. To co prezentuje obecnie zespół można określić jako szeroko pojęte reggae z wyraźną domieszką bluesa, funky, psychodeli czy rockowej alternatywy. W ciągu 10 lat działalności Za Zu Zi zagrało grubo ponad 100 koncertów w kraju i za granicą.

W 2011 roku zespół obchodził 10-lecie istnienia. Punktem kulminacyjnym był wielki koncert z udziałem m.in. Habakuk i King Lovera. Ten rok to także prace nad drugą długogrająca płytą, której zwiastunem jest wydany rok wcześniej maxi-singiel „Ocean”. W utworze tytułowym gościnnie zaśpiewała Renata Przemyk.

W lutym 2017 roku piosenka Brakuje mi miłości dotarła do pierwszego miejsca listy Top Orbit.



Wywiad:
Za Zu Zi – jarocińsko-ostrowski zespół rockowy wydał nową płytę. Jego fani na krążek musieli czekać aż 13 lat. O tym, co znajduje się na CD nie mogliśmy więc nie porozmawiać z Tomaszem „Rass Tomi” Jankowskim – wokalistą i gitarzystą zespołu.

Spotykamy się w Spichlerzu Polskiego Rocka, równo tydzień po premierowym koncercie Za Zu Zi. Jak wspominasz tamten występ?
Dawno nie graliśmy koncertu klubowego w Jarocinie. Od ostatniego minęły ponad dwa lata. Celowo nie pojawiamy się tu zbyt często, aby się po prostu ludziom nie znudzić. Tym bardziej, że na płycie znajdują się utwory, które w większości graliśmy już wcześniej na koncertach. Jarocin to miejsce szczególne – w końcu gramy u siebie – i zawsze jest dobrze, ale tak dobrego przyjęcia, muszę przyznać, nie spodziewaliśmy się. To miłe.

Od otwarcia Spichlerza minęły ponad dwa lata, a Za Zu Zi wystąpiło tu po raz pierwszy. Trochę to dziwne…
Gdy otwarto muzeum, pojawiło się zaproszenie. Zaczęliśmy już wtedy nagrywać płytę, więc stwierdziliśmy, że poczekamy jeszcze chwilę i zagramy koncert, gdy krążek już będzie gotowy. Żeby był to koncert szczególny. Tym sposobem – i Spichlerz i my – musieliśmy poczekać dwa lata.
 
Pretekstem do naszego spotkania jest właśnie najnowsza płyta Za Zu Zi „Tyłem do przodu”. Da się?
Pewnie, że się da! A tak poważnie, to tytuł albumu jest nieco przewrotny. Za Zu Zi cały czas kojarzone jest jako kapela stricte reagge’owa. Jednak to, co obecnie prezentuje zespół, to już nie jest czyste reagge, w klasycznym jego rozumieniu. W naszych utworach słychać wpływy wielu stylistyk.

Właśnie podczas przygotowań do naszej rozmowy wyczułam, że w medialnych wypowiedziach bronisz się przed nazywaniem tego krążka płytą reagge…
Absolutnie nie wypieram się tej muzyki, bo wszyscy w zespole kochamy reagge. Ono cały czas jest podstawą, punktem wyjścia przy pisaniu nowych piosenek. Natomiast, już jakiś czas temu, zauważyliśmy, że kapele reagge – szczególnie to nowe – są do siebie bardzo podobne. Ja nie bardzo potrafię je rozróżnić. Wracając jednak do Za Zu Zi, ta zmiana stylistyki wyszła bardzo naturalnie. Poza reggae, każdy z nas inspiruje się też zupełnie czymś innym i to słuchać w tych piosenkach. Mimo wszystko są one oparte na reggae’owej pulsacji, a że reggae niejedno ma imię…

Jak byś więc określił to, co znajdziemy na płycie?
Piosenki, które mam nadzieję przypadną do gustu fanom nie tylko reggae, ale też rocka czy innych gatunków. Przeczytałem niedawno recenzję naszego pierwszego singla („Brakuje mi miłości – przyp. red.) opisującą naszą muzykę, jako powrót do korzeni polskiego reggae, trochę takiego nieco punkowego, brudnego. I teraz tak sobie myślę, że faktycznie coś w tym musi być. Większość z nas wychowana jest na muzyce z jarocińskich festiwali. I to, wydaje mi się, słychać w naszych piosenkach. Patrząc zresztą na naszą publiczność, jest ona bardzo różnorodna. Zarówno stylistycznie, jak i wiekowo.

„Tyłem do przodu” należy traktować jako drugi czy pierwszy krążek zespołu?
Oczywiście, że drugi. Pierwsza płyta – „Party” została wydana 13 lat temu i była bardzo reagge-owa…

A wiesz dlaczego o to pytam?
Nie…

Powiedziałeś, gdzieś, że ta pierwsza wasza płyta została wydana na „nielegalu” (płyty, które nie zostały oficjalnie wydane, pozostające w „podziemiu”, tj. wykonawca nie czerpie z nich korzyści materialnych – przyp. red.)…
Faktycznie wydaliśmy ją sami, a tak naprawdę przy pomocy Stowarzyszenia Jarocin XXI. To było tak, że kiedyś się trochę wkurzyłem, bo dotacje z miasta dostawały tylko zespoły ludowe lub chóry. Postanowiliśmy to zmienić i zapytaliśmy o możliwość dofinansowania przez miasto zespołu rockowego. A, że były to czasy, w których powstawały otwarte konkursy ofert, Stowarzyszenie Jarocin XXI pomogło nam zdobyć te fundusze. Wtedy o pisaniu wniosków nie mieliśmy zielonego pojęcia. „Party” jest więc pozycją numer jeden w naszej dyskografii – niezbyt bogatej, bo druga płyta wyszła po 13 latach. W międzyczasie wydaliśmy też EP-ke (mini-album – przyp. red.) „Ocean”. Miała ona być początkiem „Tyłem do przodu”, ale od jej premiery minęło już parę lat…

Ile więc czasu pracowaliście nad „Tyłem do przodu”?
Nad samą płytą dwa ostatnie lata, ale część utworów jest znacznie starsza. Po 10 urodzinach zespołu (2011 rok – przyp. red.) stwierdziliśmy, że trzeba się wziąć za krążek, ale zmienił się skład Za Zu Zi. Zaczęło się też wtedy zmieniać nasze podejście do tworzenia muzyki. Przestaliśmy zamykać się w typowo reagge’owym schemacie. Stwierdziliśmy, że nowopowstałe utwory są całkiem dobre, ale nie chcieliśmy robić płyty w tamtym czasie. Wydawało nam się, że będzie niespójna. Musiała chwilę odczekać. W tym czasie powstały kolejne kompozycje. W końcu usiedliśmy, zrobiliśmy tajne głosowanie i wybraliśmy 11 numerów. Ostatecznie na płycie znalazło się 10.

Który się nie zmieścił?
Nie chcę na razie tego zdradzać, ponieważ prawdopodobnie będzie on firmował trzecią płytę.

No to uchyl chociaż rąbka tajemnicy – jak wygląda praca nad tekstem?
Różnie. Nie ma tak, że wcześniej sobie planuję, o czym chcę napisać tekst. To jest zawsze przypływ chwili. Czasem wpadnie mi do głowy fraza – 2-3 wersy. Zapisuję je i po jakimś czasie wracam do tego. Gdy coś mi się dalej podoba, rozwijam. Bywa też, że tekst powstaje w kilka minut. Czasami to tekst jest pierwszy, a innym razem muzyka…

Łatwiej napisać muzykę do tekstu czy tekst do muzyki?
Jeżeli robimy utwór, na który pomysł przyniesie jeden z kolegów, najpierw jest muzyka, linia melodyczna. Później do tego piszę tekst. Natomiast, jeśli to ja przynoszę propozycję na piosenkę, zazwyczaj mam już jakiś fragment tekstu. W przypadku utworu „Uliczne tango” to muzyka była inspiracją. Pomysł na niego na próbę przyniósł Arek Leonhard – nasz saksofonista i klawiszowiec. Przyniósł motyw saksofonu i zapowiedział go słowami: „Mam pomysł na słodkie, bujające reagge”. Spodobał nam się. Zaczęliśmy szukać akordów. Wyszły pasujące do ska. Zaczęliśmy grać i podśpiewywać, ale skandowanie w zwrotkach okazało się nudne. W konsekwencji dalszych dyskusji wyszło nam z tego połączenie ska i tango.

Czyli to prawda, że „każdy pomysł musi być zmielony przez młynek Za Zu Zi”…
To są słowa Macieja Maćkowskiego – naszego basisty. Wynika to z tego, że jeśli ktoś przynosi jakiś pomysł, to ma w głowie pewne wyobrażenie, jak ma brzmieć. Nigdy jednak nie wiemy, jaki będzie efekt finalny, który nierzadko różni się od pierwotnego założenia.

Na płycie jest też utwór „Kapłan”. Dlaczego sięgnęliście akurat po twórczość Zbigniew Herberta?
Naszym zespołem rządzi przypadek, ale są to miłe zbiegi okoliczności. 2008 rok został ogłoszony rokiem Zbigniewa Herberta. Odezwało się do nas Stowarzyszenie Jarocin XXI, które chciało zrealizować projekt o Zbigniewie Herbercie w różnych dziedzinach sztuki. Zaproponowało nam, żebyśmy napisali sześć piosenek w oparciu o jego wiersze. Zacząłem szukać i „Kapłan” był pierwszym tekstem, nad którym się zatrzymałem. Sięgnąłem po gitarę i w ciągu paru minut, powstał utwór. Później się okazało, że projekt upadł. Utwór został i na tyle nam się spodobał, że postanowiliśmy wrzucić go na płytę.

„Brakuje mi miłości” od razu było singlowym utworem?
Tak. Nie zastawialiśmy się długo. Na „Tyłem do przodu” jest parę singlowych utworów, ale stwierdziliśmy, że pierwszym będzie właśnie „Brakuje mi miłości”.

Zdjęcia z kręcenia teledysku już ujrzały światło dzienne. Czy dobrze się domyślam, że teledysk będzie utrzymany w klimatach retro?
Nie do końca. Tam jest pewna historia. Nie chcę jej jednak zdradzać, aby nie psuć przyjemności z oglądania.

A jak powstała okładka płyty, bo to też wydaje się ciekawa historia?
Hasłem przewodnim tej płyty jest przewrotność. Tak, jak wspomniałem wcześniej, nie gramy klasycznego reagge, więc stwierdziliśmy, że zrobimy też nie reagge-ową okładkę. Tak trochę na przekór. Okładkę zapadającą w pamięć, ale nie wulgarną. Piosenka „Tyłem do przodu”, z której krążek wziął swoją nazwę, jest o tym, żeby w życiu nie kierować się tylną częścią ciała. Dlatego też postanowiliśmy dać tyłek ma okładkę. Oczywiście przykryliśmy go. Dziewczyna, która trzyma tabliczkę, do końca nie wiedziała, o co ją poprosimy. Wiedziała tylko, że potrzebna jest kobieca ręka, a paznokcie mają być mocno czerwone. Koncepcję okładki poznała dopiero na sesji zdjęciowej, ale zareagowała bardzo pozytywnie. I jeszcze jedna ciekawostka – zazwyczaj na tylnej okładce pojawia się lista utworów, które można znaleźć na płycie. Chcieliśmy, aby przód i tył były całością, więc spis utworów umieściliśmy w środku. Motyw „policyjny” pojawił się w naszych głowach jako ostatni, a okazał się dopełnieniem całej koncepcji.

Gdy ktoś po przeczytaniu tego wywiadu sięgnie po płytę Za Zu Zi, od którego numeru powinien zacząć jej słuchać?
Od początku. 

Utwory układają się w historię?
Nie wiem czy w historię, ale na pewno ta kolejność nie jest dziełem przypadku. Zależało nam też na tym, aby słuchacz się nie nudził. Piosenki ułożone są klimatycznie ze względu na muzykę, bo ta płyta jest w ogóle bardzo różnorodna.  „Tyłem do przodu” zaczyna się utworem, który najbardziej utrzymany jest w stylu „starego” Za Zu Zi („Ciągle pytam” – przyp. red.). Kończy się natomiast „bardzo nowym” Za-Zu-Zi („Epitafio para Marie J. (hiszpańskiej przemytniczce tytoniu)” – przyp. red.).

Żeby usłyszeć więcej „nowego” Za Zu Zi będziemy musieli czekać kolejne 13 lat?
Chcielibyśmy, żeby trzecia płyta ukazała się w 2018 roku. Teraz jesteśmy już świadomi tego, co chcemy. Ja już pracuję w domu na nowymi piosenkami i jest tego całkiem sporo. Koledzy też pewnie mają jakieś swoje pomysły. Po nowym roku chcielibyśmy zamknąć się w sali prób i zacząć pracę nad nowymi utworami. Im jestem starszy, tym bardziej przykładam się do tekstów. Zwracam większą uwagę na to co i jak piszę. W Za Zu Zi zawsze było ważne, o czym są piosenki. A patrząc na dzisiejsze czasy tematów nie brakuje.

Rozmawiała NATALIA PLUTA



Kup płytę CD

Lista utworów:
1.     Ciągle pytam    
2.     Tyłem do przodu    
3.     Brakuje mi miłości    
4.     Uliczne tango    
5.     Czołg    
6.     Erotyk    
7.     Señor Esperanza    
8.     Kapłan    
9.     W imię wiary    
10.     Epitafio para Marie J. (hiszpańskiej przemytniczce tytoniu)    

Data wydania: 25.11.2016
Wydawca: ZIMA, Universal Music Polska

Skład:
Tomasz „Rass Tomi” Jankowski - śpiew, gitara
Kordian Czaczyk - gitara
Dawid Grzech - perkusja
Maciej Maćkowski - bas
Arek Leonhard - saksofon, śpiew, instrumenty klawiszowe
Krzysztof "Krzyżu" Krzyżanowski - śpiew, przeszkadzajki

https://www.facebook.com/zazuzi

e-max.it: your social media marketing partner

Płyty polecane i promowane

  • 1