Teraz gramy

Tytuł

Wykonawca

Teraz w ramówce

Następnie w ramówce

Teraz w ramówce

Następnie w ramówce

Background

Mary In The Junkyard – Role Model Hermit

w dniu 3 sierpnia 2026

Londyński trio Mary In The Junkyard wydało swój pierwszy pełnowymiarowy album „Role Model Hermit” – płytę-dziennik, w której wokalistka Clari Freeman-Taylor wciela się na przemian w psa, motyla w trakcie przeobrażenia i wielowiekową pustelniczkę znad morza. To kameralna, ale niezwykle bogata w emocje opowieść o ucieczce od zgiełku codzienności – imprez, siłowni, ulic Londynu – i o tym, co naprawdę kryje się pod maską wycofania.

Zespół – Clari Freeman-Taylor (wokal, gitara, wiolonczela, altówka, skrzypce), Saya Barbaglia (bas, altówka, skrzypce, wokal wspierający) i David Addison (perkusja) – dał się poznać szerszej publiczności dzięki debiutanckiej EP-ce „This Old House” z 2024 roku oraz towarzyszącej mu okładce magazynu NME. Klasycznie wykształceni muzycy od początku budowali swoją tożsamość na kontraście: minimalistyczny, trzyosobowy skład zderzają z maksymalistyczną, niemal literacką wyobraźnią. Zanim jeszcze nagrali pełną płytę, zdążyli zbudować sobie markę jednego z najciekawszych zjawisk londyńskiej sceny grass-rootowej, koncertując intensywnie i rozwijając brzmienie, które trudno pomylić z czymkolwiek innym na scenie indie.

„Role Model Hermit” ukazało się 3 lipca 2026 roku nakładem AMF Records, a za produkcję odpowiadał Oli Bayston (znany ze współpracy z Boxed In), miksem zajął się Ben Baptie, a mastering – Matt Colton. Płytę nagrywano latem 2025 roku w Londynie, choć powstawała ona – jak mówią sami muzycy – pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Sam zespół opisuje album jako zbiór historii, wspomnień i minionych żyć – miejsce, w którym słuchacz może się zgubić jak w lesie albo jaskini, by na chwilę schronić się i odpocząć. To trafna metafora: jedenaście utworów płyty tworzy spójny, choć pełen zwrotów akcji pejzaż dźwiękowy, w którym każda kolejna piosenka odsłania nową warstwę tytułowej pustelniczki.

Album krytycy opisują jako złożony, osobisty dziennik, w którym każda emocja – choć ukryta pod warstwą dziwaczności i dystansu – zostaje nazwana z dużą precyzją. Recenzenci brytyjskiego The Line of Best Fit zwracają uwagę, że mimo pozornie oszczędnego, wręcz wycofanego brzmienia, pod powierzchnią kryje się ognisty, znacznie większy niż ciało wewnętrzny świat bohaterki płyty. Serwis Clash Magazine podkreśla z kolei kinowy, wciągający charakter nagrań, sytuując zespół gdzieś pomiędzy Wolf Alice a English Teacher, natomiast recenzenci Album of the Year dopatrują się w brzmieniu trio niepokojącej mieszanki Modest Mouse, American Football i Big Thief – muzyki, która ceni nastrój ponad łatwe do zapamiętania melodie. Głosy krytyków są zaskakująco zgodne: to jeden z najbardziej dopracowanych i pewnych siebie debiutów tego roku, mimo że – jak zauważa magazyn Paste – nie każdy z pomysłów zespołu trafia w punkt równie mocno, a pierwsza połowa płyty bywa nieco bardziej zamknięta w sobie niż druga.

Muzycznie „Role Model Hermit” balansuje między folkową, opowieściową tradycją Wysp Brytyjskich a wiercącym się, poszarpanym rockiem alternatywnym. Wiolonczela i skrzypce Sai Barbaglii nadają nagraniom niemal kameralny, orkiestrowy ciężar, a ciepłe brzmienie harmonium słychać choćby w przejmującym „Crash Landing”. Gitara bywa świadomie eliminowana – jak w „New Muscles”, gdzie miejsce riffu zajmuje pulsujący bas i niski, wiolonczelowo-altówkowy pomruk, a wokal Freeman-Taylor przechodzi od nieśmiałego szeptu do niemal zwierzęcego warknięcia. Wśród jedenastu utworów krytycy najczęściej wskazują na „Blood” i „Seek And Destroy” jako najbardziej wyraziste momenty płyty – pierwszy za sprawą poetyckiego zderzenia sprzecznych emocji, drugi za mrożący krew w żyłach zwrot od niepokoju do metalowego wybuchu. Nie brakuje też chwil ciepła i czułości – w „Myrtle” i „Peter The Dog” zespół pokazuje, że pod warstwą mroku i dystansu kryje się też bardzo ludzka potrzeba bliskości i towarzystwa.

Wszystko to sprawia, że „Role Model Hermit” to jeden z najbardziej zapadających w pamięć debiutów tego roku na brytyjskiej scenie alternatywnej – płyta, która nie boi się ciszy, dziwności ani niewygodnych emocji, a jednocześnie potrafi być zaskakująco przystępna. Mary In The Junkyard udowadniają, że można łączyć klasyczne wykształcenie muzyczne z surowością rocka garażowego i wciąż brzmieć świeżo. To album, do którego – jak przyznają sami krytycy – chce się wracać od razu po jego zakończeniu, a każde kolejne przesłuchanie odsłania nowe detale w warstwie tekstowej i instrumentalnej. Dla fanów Wolf Alice, Big Thief czy Modest Mouse to pozycja obowiązkowa – i jedna z tych płyt, które warto śledzić już od pierwszych tygodni po premierze, bo trudno wątpić, że będzie jeszcze o niej głośno przy okazji tegorocznych podsumowań roku.