Teraz gramy

Tytuł

Wykonawca

Teraz w ramówce

Następnie w ramówce

Teraz w ramówce

Następnie w ramówce

Background

Widowspeak – Roses

w dniu 15 czerwca 2026

Nowojorski duet Widowspeak, znany z sennego, gitarowego indie-popu, wydał swój siódmy studyjny album „Roses” – płytę, która zamiast wielkich gestów stawia na czułe, domowe obrazy codziennej bliskości. To pierwszy pełnoprawny krążek zespołu od czasu „The Jacket” i, jak przekonują zagraniczni recenzenci, jeden z najbardziej dojrzałych rozdziałów w ich karierze.

Molly Hamilton i Robert Earl Thomas tworzą Widowspeak od 2012 roku i od tego czasu konsekwentnie rozwijają swój charakterystyczny styl – mieszankę amerykańskiego brzmienia, shoegaze’u i delikatnego grunge’u. Krytycy zwracają uwagę, że od czasu debiutanckiego albumu z 2011 roku fundamenty ich muzyki – połączenie Americany, grunge’u i shoegaze’u – właściwie się nie zmieniły, a jeśli duet gdzieś odchodzi od tej formuły, to zawsze do niej wraca. „Roses” zdaje się być tego najlepszym dowodem – zdaniem recenzentów to płyta, na której zespół jeszcze mocniej stawia na klasyczne, ponadczasowe brzmienia i obrazy.

Album, wydany 5 czerwca 2026 roku nakładem Captured Tracks, powstawał w nietypowych okolicznościach. Nagrania zrealizowano w styczniu w Old Carpet Factory – studiu urządzonym w starym domu wtopionym w strome wzgórza greckiej wyspy Hydra, gdzie zimą, po wyjeździe turystów, panuje wyjątkowy spokój. Przy produkcji towarzyszyli zespołowi długoletni muzycy sesyjni Willy Muse, John Andrews i Noah Bond, a całość zmiksował Alex Farrar, znany ze studia Drop of Sun. Tematycznie płyta krąży wokół miłości – zarówno romantycznej, jak i platonicznej – a także wokół odbudowywania się po trudnym okresie w życiu. To niekoniecznie nowe wątki dla zespołu, znanego z onirycznego, folkowo-popowego brzmienia, ale na „Roses” duet prezentuje dopracowaną, bardziej dojrzałą wersję tego stylu, kształtowanego od debiutu w 2011 roku.

Recenzenci podkreślają przede wszystkim spójność płyty. Album nie ma wyraźnie słabszych momentów – jest introspektywny, przemyślany, tematycznie konsekwentny i przyjemny w odbiorze, a poszczególne utwory płynnie się w siebie przenikają. Podobnego zdania są recenzenci The Skinny, którzy zwracają uwagę na umiejętność Widowspeak unikania oczywistości – zespół maluje przytulne, znajome obrazy, omijając przy tym utarte schematy, a leniwe gitary oplatają wokale przywodzące na myśl Mazzy Star. Z kolei krytyk portalu Tinnitist zauważa, że mimo iż „Roses” to najbardziej romantyczny album w dorobku duetu, jest on jednocześnie ich najbardziej realistyczną płytą – sceną nie są tu wielkie, dramatyczne gesty, lecz tło złożone z drobiazgów i powtarzalności codziennych czynności.

Nie brakuje też głosów, że to właśnie „Roses” może być momentem przełomowym w karierze Widowspeak. Zdaniem recenzenta Album of the Year, dyskografia zespołu pozostaje niezwykle spójna, ale to właśnie ta płyta może być punktem, w którym Widowspeak z zespołu inspirowanego klasykami gatunku sam staje się klasykiem. Na dziesięciu utworach albumu – od otwierającego „The Hook”, przez tytułowe „Roses”, aż po zamykający „Hourglass” – duet po raz kolejny udowadnia, że jego siła tkwi w subtelności, a nie w rozmachu.